Artur Rubinstein (1887–1982)
W 2007 roku przypadały 120. rocznica urodzin (Łódź, 28 stycznia 1887 r.) i 25. rocznica śmierci (Genewa, 20 grudnia 1982 r.) Maestra Artura Rubinsteina, między innymi z tej okazji Sejm Rzeczypospolitej Polskiej rok 2007 ogłosił Rokiem Artura Rubinsteina, na wniosek Międzynarodowej Fundacji Muzycznej im. A. Rubinsteina w Łodzi (według pomysłu jej dyrektora Wojciecha Grochowalskiego).
Na cześć Artysty powstało i nadal powstaje wiele instytucji, organizowane są konkursy. Jedną z najmłodszych instytucji jest wspomniana Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina w Łodzi, której głównym zamierzeniem i przedmiotem działania jest organizacja Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego im. Artura Rubinsteina ('Rubinstein Piano Festivalu', organizowanego co 2 lata), którego pierwsza edycja odbyła się w dniach 10–18 października 2008 roku w Łodzi; drugą edycję zaplanowano na 23-27 lutego 2011 roku. Zamiarem fundacji jest, aby najwięksi pianiści świata występowali w Łodzi, w mieście Rubinsteina, w hołdzie Rubinsteinowi. W latach niefestiwalowych fundacja organizuje w kraju i na świecie koncerty, recitale, wystawy, sesje popularnonaukowe; promuje młodych pianistów.
Maestro znaczy Mistrz
Amerykanie uwielbiali nazywać tego wybitnego pianistę, chopinistę i łodzianina "królem fortepianu" – choć określenie to bardzo denerwowało Mistrza. Trafniejszym zatem jest nazywanie go – jako Artysty najwybitniejszego, wzbudzającego zachwyt i podziw do dziś – po prostu Maestrem.
Artur Rubinstein był z urodzenia łodzianinem, przyszedł na świat przy ul. Południowej 28 (dziś ul. Rewolucji 1905 roku) w rodzinie żydowskiej: ojciec Izaac Rubinstein był drobnym tkaczem, matka Felicja z Heymanów zajmowała się domem. Rubinsteinowie mieli siedmioro dzieci, Artur był najmłodszy; od kiedy zapamiętał, mieszkali w kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 78. Aby rozwijać swój wielki talent, Artur musiał wyjechać z Łodzi – dla rodziców było naturalne, że należy oddać chłopca do wielkich mistrzów, takich znaleziono w Berlinie. Pobierał nauki u Józefa Joachima i Henryka Bartha; prof. Joachim znalazł sponsorów na pokrycie kosztów kształcenia młodego Artura. Podczas wakacji bywał z artystycznymi wizytami u Ignacego Jana Paderewskiego w Szwajcarii.
Światową karierę Rubinstein rozpoczął w Paryżu w 1904 roku, na owej 'wielkiej gali' zagrał m.in. Koncert fortepianowy f-moll F. Chopina i Koncert fortepianowy g-moll C. Saint-Saensa oraz entuzjastycznie i z werwą etiudę a-moll op. 25 nr 11 F. Chopina, odnosząc wielki sukces. Oblicza się, że przez ponad 80 lat swojego długiego, aktywnego artystycznego życia wystąpił ok. 6.000 razy.
W przypadku Rubinsteina zachwyt i podziw wzbudzały (i wzbudzają) nadzwyczajna pamięć muzyczna oraz nieograniczone możliwości wirtuozowskie. Grę Maestra charakteryzowały: potężne forte, ekspresja, pełnia i soczystość dźwięków. Oczarowywał słuchaczy swą grą, dostarczając im niezapomnianych wzruszeń. Jeżeli chodzi o zrozumienie Chopina i wyjątkową interpretację jego muzyki, Rubinsteinowi zapewne pomagało w tym 'polskie wychowanie', przebywanie w polskich środowiskach (tak w kraju, jak i poza nim), następnie żona Polka (Aniela z Młynarskich) i polski dom jaki stworzyli. Ponadto baczne obserwacje, spostrzeżenia i doświadczenia wyniesione z najmłodszych lat z Łodzi, tak z Polakami, jak Rosjanami i Niemcami, zostawiły ślady na całe życie. Rubinstein znał doskonale historię Polski; jako kilkuletni chłopiec przeczytał Trylogię Henryka Sienkiewicza, którą był zafascynowany. Kochał Polskę, do końca życia znakomicie mówił po polsku – mimo, że wyjechał z kraju na stałe w wieku 10 lat.
Miał ogromne zasoby temperamentu, fantazji, poetyckości; można powiedzieć, że w pełni zrozumiał i posiadł tajemnice polskiego romantyzmu. Był człowiekiem wyjątkowo inteligentnym, bardzo zdolnym, o wysokiej kulturze muzycznej – zatem, choćby wymienione tu zagadnienia i cechy jego charakteru przekonują, że doskonale wiedział, na czym polega "romantyczność" dzieł Chopina i jak ją wydobywać.
Rubinstein to nie tylko jeden z największych pianistów XX wieku, ale i jedna z największych osobowości minionego stulecia. Jego pojawienie się elektryzowało niemal całe państwo, w którym koncertował. Jego kunszt artystyczny olśniewał największe światowe widownie teatrów i filharmonii, występował z największymi orkiestrami filharmonicznymi i pod dyrekcją najwybitniejszych dyrygentów, że wymienię tylko: J. Barbirollego, D. Barenboima, G. Fitelberga, V. Golschmana, E. Młynarskiego, E. Ormandy'ego, F. Reinera, W. Rowickiego, L. Stokowskiego, A. Toscaniniego.
Został obdarzony przez Boga talentem, którego nie zmarnował. Był twórcą i odtwórcą rzeczy pięknych; nie tylko znakomicie grał na fortepianie, ale przyciągał ludzi do muzyki poprzez swój sposób bycia i życia, osobisty czar i promieniujące umiłowanie muzyki i życia, poprzez kontakt ze słuchaczem – tak na estradzie jak i poza nią. Mówił żartobliwie, że uprawianie muzyki sprawia mu tak samo wielką radość jak uprawianie miłości. Był znakomitym gawędziarzem, znał kilka języków, przyjaźnił się z największymi ludźmi ówczesnego świata. Dość powiedzieć, że miał doskonały kontakt z ludźmi, którzy lgnęli do niego, gdziekolwiek się pojawił.
Rubinstein udzielał wspaniałych wywiadów, pisał wspomnienia, no i uwielbiał się bawić. Warto jeszcze raz powtórzyć: on nie tylko grał dla publiczności, ale i rozmawiał z nią. Radość życia promieniowała od niego na innych – z tym większym zainteresowaniem słuchano go i zachwycano się jego interpretacjami muzyki kompozytorów z wielu krajów i kultur. Jest wzorem do naśladowania, wybitni młodzi artyści mają w tym wypadku punkt odniesienia, jak budować swój image i swoją karierę, jak zainteresować sobą słuchaczy, ale i... menedżerów. Niestety, wielu nawet wybitnych współczesnych pianistów nie ma tej rubinsteinowskiej magii.
Chopin, Szymanowski...
Rubinsteina uważa się za największego propagatora twórczości Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego, za wielkiego popularyzatora polskiej muzyki; popularyzatora muzyki romantycznej. Jako jeden z niewielu polskich pianistów XX wieku – na równi z Ignacym Janem Paderewskim – do dziś jest rozpoznawany na całym świecie. Niestety, wiele osób z różnych krajów kojarzy Go bardziej jako Amerykanina niż Polaka – a przecież Rubinstein czuł się Polakiem do końca swojego długiego życia, mimo że po wojnie przyjął obywatelstwo amerykańskie i zamieszkał w Stanach Zjednoczonych (posiadał także domy w Paryżu i w Hiszpanii). Jak pisałem wyżej, do końca życia mówił wspaniale po polsku, polszczyzną, jakiej wielu dzisiejszych "medialnych" tzw. polskich VIP nie zna...
Rubinstein promował w świecie muzykę i osobę Karola Szymanowskiego (zmarłego w 1937 r.), z którym się bardzo przyjaźnił. Znakomity Szymanowski (następca Chopina) komponował utwory specjalnie dla Rubinsteina, a wiele zadedykował Mu, w tym słynną "IV Symfonię koncertującą" na fortepian i orkiestrę. Wiele utworów fortepianowych napisał dla Rubinsteina inny znakomity polski kompozytor (określany z kolei następcą Szymanowskiego) – Roman Maciejewski (zmarły w 1998 r.). Dodać należy, że w repertuarze Rubinsteina były też utwory Aleksandra Tansmana (kolejnego łodzianina).
Jak żaden inny pianista, Rubinstein czuł polskiego, słowiańskiego ducha muzyki Chopina, którego odkrył dla siebie późno – był znakomitym chopinistą, mówił, że muzyka tego kompozytora jest zapisana nie tylko w nutach (ją pewnie większość muzyków potrafi odtworzyć), ale także w białych przestrzeniach między nutami. O Chopinie mawiał: mój rodak.
Spośród kompozytorów, których najczęściej i najchętniej grywał Rubinstein, należy wymienić (wykaz alfabetyczny): Albeniza, Bacha, Beethovena, Brahmsa, Chopina, Czajkowskiego, Debussy'ego, Dworzaka, Fallę, Griega, Liszta, Mozarta, Prokofiewa, Rachmaninowa, Ravela, Schuberta, Schumanna, Saint-Saensa, Skriabina, Strawińskiego, Szymanowskiego, Villę-Lobosa. Pierwszym jego ulubionym kompozytorem był Brahms, chwilo (!) zafascynował się Wagnerem, ale najtrwalej zdaje się zapisali się w sercu pianisty Mozart, Chopin i Beethoven.
Rubinstein mówił w 1968 r.: "Wykonywanie wielkiej muzyki zawsze musi zawierać element odwagi, ryzyka. Dziś młodzi muzycy są zbyt ostrożni. Tak, jakby wyciągali swoją muzykę z kieszeni, zamiast z serca. Poza tym niewiele wiedzą o pedalizacji i sposobach wydobycia dźwięku".
Polsce i Polakom
W czasie I wojny światowej Artur Rubinstein występował na rzecz Czerwonego Krzyża, na rzecz Polski; w czasie II wojny występował na koncertach dobroczynnych, w tym na rzecz polskich uchodźców, wspierał Polaków materialnie. Publicznie namawiał Amerykanów do przystąpienia do wojny, podkreślając przy tym ogromny wojskowy wysiłek Polski.
Artur Rubinstein zostanie na zawsze w pamięci Polaków także z powodu wielkiego i wyjątkowego gestu, jaki wykonał w operze w San Francisco w 1945 r., na inauguracyjnej sesji (inauguracji działalności) Organizacji Narodów Zjednoczonych. Otóż nie widząc polskiej flagi wśród rzędu wielobarwnych flag, reprezentujących narody zebrane tam po zakończeniu II wojny światowej, Maestro zmienił nieco program swojego recitalu. Rozpoczął go od wypowiedzenia ze sceny słów oburzenia z powodu braku polskiej flagi, po czym zapowiedział, że zagra na początek hymn polski – Mazurka Dąbrowskiego. Wszyscy wstali. Po odegraniu hymnu rozległy się niesamowite owacje. Zachowanie Rubinsteina wywołało nie tylko wielką euforię zebranych, ale i zaskarbiło – i tak już wielką – miłość i serca Polaków do Artysty. Zakończona przecież II wojna światowa żadnego kraju tak okrutnie nie doświadczyła jak Polski, ponadto byliśmy trzecim aliantem... pominiętym niestety w paradach zwycięstwa. Na sali obecny był wysłannik Stalina, Nikita Chruszczow, późniejszy premier i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – kraju, który po niemieckiej okupacji Polski zawłaszczył ją w 1945 r. na kilkadziesiąt lat. Za ów wspaniały patriotyczny czyn Rubinstein otrzymał od Polonii ("w imieniu milionów Polaków w USA") dyplom Polskiej Ligi Sztuk Pięknych w Pittsburghu.
W wieku 89 lat powiedział o Polsce: "Kocham mój kraj rodzinny, ale jest to miłość, która nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem czy szowinizmem... małą część życia spędziłem w kraju. Ale wszystko, co polskie, ma dla mnie nieodparty urok i często przyprawia mnie o nostalgię. Źródłem tego może być coś, co nazwałbym autentycznością. Pory roku na przykład są tu autentyczne: nie ma mowy o pomyłce, są tym, czym powinna być symfonia – czterema częściami, idealnie ze sobą zharmonizowanymi. Nie ma żadnego pomieszania, każda pora przeżywa swój krótki żywot, osiągając pełnię właściwego dla niej piękna".
Po zakończeniu II wojny światowej, pierwszy raz do Polski Rubinstein przyjechał w 1958 r., dwa lata później Maestro był honorowym przewodniczącym jury VI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina w Warszawie (1960).
Zawsze tam, gdzie koncertował, sale wypełniały się po brzegi melomanami. Tak było i w rodzinnej Łodzi, gdzie koncertował po raz ostatni w 1975 roku. Na widowni Teatru Wielkiego zasiedli melomani z Polski i Europy. Artysta miał wówczas 88 lat. Honorarium za ten koncert zostawił w Łodzi – z przeznaczeniem na ufundowanie dorocznej nagrody dla najzdolniejszego muzycznie młodego łodzianina.
Rubinstein był zaprzyjaźniony z największymi postaciami minionego wieku: artystami, naukowcami, intelektualistami, politykami... Przyjaźnił się z wybitnymi Polakami, w tym m.in. ze: wspomnianym Karolem Szymanowskim, kompozytorem Romanem Maciejewskim, skrzypkiem Pawłem Kochańskim, poetami Janem Lechoniem i Julianem Tuwimem – dopóki ten drugi nie wrócił po wojnie do komunistycznej Polski; przyjaźnił się z malarzem Romanem Kramsztykiem, który zginął w getcie warszawskim. Częstym gościem w paryskim domu Rubinsteinów był reżyser Roman Polański.
***
Rubinstein uważał, że Warszawa w pełni zasługiwała na miano Paryża Wschodu, a warszawianki były najpiękniejszymi kobietami na świecie... Oddajmy Mu na chwilę głos, oto co pisał we wspomnieniach (Moje młode lata, wyd. I 1973): "Warszawskie kobiety zasługują na osobny rozdział! W tym miejscu chciałbym jedynie stwierdzić, że – moim skromnym zdaniem – są to najbardziej pociągające przedstawicielki słabej płci na całej kuli ziemskiej! Do niewieściego wdzięku i szyku paryżanek dodajmy sławny charme slave, nordycką urodę połączmy z włoskim temperamentem i bujnością, a wówczas dopiero potrafimy wyobrazić sobie typową warszawiankę".
Honory
Artur Rubinstein został nagrodzony najwyższymi odznaczeniami i orderami świata. Był Wielkim Oficerem Francuskiej Legii Honorowej; kawalerem amerykańskiego Medalu Wolności, udekorowano go wstęgą Kennedy Center, został kawalerem krzyża oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, komandorii z gwiazdą Orderu Zasługi Republiki Włoskiej, wielkiego hiszpańskiego Orderu Alfonsa X, komandorii z gwiazdą Orderu Imperium Brytyjskiego i wielu, wielu innych. Był członkiem francuskiej Académie des Beaux-Art (Akademii Sztuk Pięknych), która jak Akademia Francuska wchodzi w skład Instytutu Francuskiego. Fundacja Kościuszkowska w Nowym Jorku nadała Mu w 1957 roku Medal Uznania za zasługi dla kultury polskiej i amerykańskiej. Posiadał doktoraty honoris causa największych uniwersytetów, w tym: University Yale, University of California, University of Columbia, a także Akademii Muzycznej w Warszawie, obecnie Uniwersytet Fryderyka Chopina. Był honorowym obywatelem wielu miast świata, jest autorem nagrań ponad 200 płyt, wręczono mu Oscara za udział w filmie "L'Amour de la Vie" w reżyserii francuskiego reżysera Francois Reichenbacha (prod. 1969 r.), film otrzymał Oscara w kategorii: najlepszy film dokumentalny; Rubinstein zagrał w nim samego siebie. Figurka Oscara, którą wręczył mu Gregory Peck w domu w Paryżu, znajduje się w Muzeum Miasta Łodzi, w Galerii Muzyki im. A. Rubisteina.
Był żonaty z Anielą (Nelą) z Młynarskich, córką Emila Młynarskiego, wybitnego dyrygenta, założyciela Filharmonii Narodowej w Warszawie. Rubinsteinowie mieli czworo dzieci: Ewę, Pawła, Alinę i Johna – wszyscy mieszkają w Stanach Zjednoczonych.
Trzeba też wspomnieć o pisowni imienia Rubinsteina, który życzył sobie, by jego imię w Polsce i krajach słowiańskich pisano Artur, w krajach anglojęzycznych Arthur, a w Hiszpanii i Włoszech – Arturo. Fiodor Szalapin zwracał się do niego per Artusza.
***
Gdy jako kilkunastoletni młodzieniec podbijał widownie sal koncertowych w Europie, będąc w wieku poborowym, był poszukiwany przez Rosjan – był przecież poddanym cara Rosji. Uczył się i mieszkał poza Polską, ale zameldowany był w Łodzi, czyli w zaborze rosyjskim. Aby nie zabrano go do carskiego wojska np. w czasie tournee i nie posłano na wojnę, znajomi postanowili pomóc mu zdobyć odpowiednie dokumenty. Udało się uzyskać bodaj w 1911 r. "papier" od rosyjskiego ambasadora w Rzymie (rozkochanego w Rubinsteinie, melomana, księcia Dołgorukiego). W treści dokumentu napisano któregoś wieczoru po koncercie, zapewne przy winie: "W imieniu Jego Cesarskiej Mości Mikołaja II, Cara Wszechrosji, prosimy o udzielenie pomocy i opieki naszemu poddanemu, Arturowi Rubinsteinowi...". Dalej wpisano datę i miejsce urodzenia: Warszawa, 1889 r. – tak jak sprytnie podał wypisującemu dokument urzędnikowi sam zainteresowany, "gorliwy" poddany JCM. Dokument był jak list żelazny! Odmłodzony artysta mógł już bezpieczniej poruszać się po Europie i dalej koncertować. Ale nawet dziś nie wszyscy piszący o Artyście – jak się okazuje – znają właściwą datę i miejsce urodzenia pianisty, bo w wielu biografiach miejscem urodzenia Artura pozostaje nadal Warszawa – którą zresztą uwielbiał.
W hołdzie Rubinsteinowi
Maestro napisał dwie pozycje wspomnieniowe (Moje młode lata, Moje długie życie), kilka książek napisano o nim. W Muzeum Miasta Łodzi znajduje się duży zbiór pamiątek po Artyście, przekazany przez rodzinę po jego śmierci, utworzono tam sale jego pamięci – Galerię Muzyki im. Artura Rubinsteina. Jego imię nosi Filharmonia Łódzka. Na jego cześć organizowane są na świecie konkursy pianistyczne, największy odbywa się co trzy lata w Izraelu (The Arthur Rubinstein International Piano Master Competition), w Bydgoszczy jest organizowany Międzynarodowy Konkurs dla Młodych Pianistów jego imienia, organizowany przez Państwowy Zespół Szkół Muzycznych im. Artura Rubinsteina. W Łodzi powstała w 2006 r. za zgodą rodziny Maestra – Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina, organizująca Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Artura Rubisnteina.
W Muzeum Historii Miasta Łodzi organizowane są przez fundację cykle recitali fortepianowych, zatytułowane "Łódzcy pianiści w hołdzie Arturowi Rubinsteinowi", w którym występują pianiści z łódzkiej Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów, a także wystawy oraz koncerty i recitale do wykonania których zapraszani są młodzi utalentowani pianiści ze świata.
Wojciech Grochowalski
Projekt "złotego" plakatu Roku Artura Rubinsteina – Tadeusz Piechura
Copyright © 2007 ArturRubinstein.pl

